Romeo i Julia, Mały Książę, Odyseja, Biblia… Znamy, czytujemy – albo przynajmniej cytujemy. Ale kto z nas może pochwalić się lekturą Homera w oryginale? Kto potrafiłby podać nazwisko autora czytanej w dzieciństwie polskiej wersji Małego Księcia? I czy Bóg rzekł do Mojżesza – po polsku – „Jestem, który jestem”? Jesteśmy tak przyzwyczajeni do przekładów, że zwykle nawet nie zauważamy, iż literatura, którą tak dobrze znamy, wyszła spod zupełnie innego pióra. Nie patrzymy też krytycznie na pracę tłumaczy.

Jako zawodowa tłumaczka żywię przekonanie, że moja profesja wcale nie jest najważniejszą na świecie. O wiele trudniej obyć się bez rolników albo lekarzy. A jednak w pewnych dziedzinach tłumacz jest niezbędny. Na przykład literatura piękna, jeśli ma kształtować umysły i serca szerokich rzesz, musi wykraczać poza granice kraju i języka, w którym została stworzona. Musi znaleźć się ktoś, kto całe piękno i mądrość obcojęzycznego dzieła przedstawi nam w naszej rodzimej mowie. Dlaczego poruszam ten temat właśnie tu? Bo libretta musicali to także część literatury, a w polskich teatrach i kinach przeważają musicale zagraniczne, czyli takie, które wymagają przekładu.

Co nam daje przekład?

Ktoś mógłby powiedzieć: „Po co mi tłumaczenie, skoro znam angielski?”. Upowszechnienie się angielszczyzny i tłumaczeń maszynowych z Google Translate na czele dało podstawę do przekonania, że jesteśmy w stanie samodzielnie zrozumieć każdy obcy tekst. Jednakże czym innym jest rozumienie komunikatu na bardzo podstawowym poziomie (np. że we Władcy Pierścieni fantastyczne stworzenia wyprawiają się wspólnie z ważną dziejową misją), a czym innym – odszyfrowanie wszelkich zawartych w tekście niuansów, dwuznaczności, aluzji, gier słownych, humoru, śpiewności lub „chropawości” języka bohaterów itd. Przekład powinien wszystkie te niuanse uwzględniać. Innymi słowy, przekład pozwala na zmaksymalizowanie wrażeń estetycznych i satysfakcji intelektualnej płynącej z samodzielnego odczytywania znaczeń ukrytych w tekście oryginalnym, przy jednoczesnym usunięciu bariery językowej między odbiorcą a tekstem. Możemy znać angielski świetnie, trochę albo wcale i – czytając Szekspira po polsku – wyczuć ironię w głosie Hamleta albo zachwycić się jakąś zaskakującą metaforą.

Co przekład nam odbiera?

Mówi się, że dobry przekład jest przezroczysty, tzn. obcowanie z tekstem przetłumaczonym wywołuje wrażenia bardzo zbliżone do tych płynących z odbioru oryginału. Taki przekład rekompensuje (prawie) wszystkie straty. Gdy gubi coś z konieczności, w zamian daje coś równoważnego, znajduje ekwiwalent.

Natomiast zły przekład może nie tylko odrzeć dzieło z jego walorów artystycznych, ale i zniekształcić treść.

Zły przekład

Dlaczego dawni artyści malarze i rzeźbiarze przedstawiali Mojżesza z diabelskimi rogami? Przez pomyłkę tłumacza! Hieronim, który na przełomie IV i V wieku dokonał przekładu Biblii hebrajskiej na łacinę, dwuznaczne słowo karan („promieniał”, ale też „wypuszczał rogi”) odczytał w tym drugim znaczeniu. Błąd utrzymał się w kolejnych wersjach językowych bazujących na tekście Hieronima i tak np. w najstarszej polskiej Biblii, tzw. Biblii królowej Zofii, werset z Księgi Wyjścia 34,29 brzmi: „A gdyż szedł Mojżesz z gory Synaj, dzirżał dwie cce świadeczstwa a nie wiedział, iże rogate było lice jego z towarzystwa rzeczy bożej”. Jeszcze w XX wieku niektórzy uczeni próbowali interpretować symbolikę rogów na głowie proroka. Tymczasem w oryginale o żadnych rogach nie było mowy! Jeden mały błąd tłumacza na setki lat zmienił sposób, w jaki Europejczycy wyobrażali sobie scenę zejścia Mojżesza z Synaju z Tablicami Przymierza.

'Moses' by Michelangelo JBU310
Mojżesz – fragment rzeźby Michała Anioła, fot. Jörg Bittner Unna

Rola i odpowiedzialność tłumacza

Historia Hieronima pokazuje, że tłumacz pełni ważną rolę kulturotwórczą – odsłania przed ludźmi teksty, do których być może inaczej nie mieliby dostępu ze względu na nieznajomość lub niewystarczającą znajomość języka wyjściowego. Ale też spoczywa na nim duża odpowiedzialność, a każdy jego błąd może być nieobliczalny w skutkach. W polskich przekładach musicali również zdarzają się czasem takie „Mojżeszowe rogi”. I chociaż ciężar gatunkowy jest nieporównywalny (błąd w libretcie nie grozi raczej schizmą), to może warto zacząć zwracać baczniejszą uwagę na jakość przekładu?

16 grudnia 2018