Ponoć pan Leszczyński ostatnio zachwycił się Marcinem po obejrzeniu go w Romie i Komedii.
Niespecjalnie pamiętam go z "Idola", zauważyłam Marcina dopiero w programie "Rodzina jak z nut" i od razu pomyślałam sobie, że będą z niego ludzie.
Raoul Marcina bardzo przyjemny i mój ulubiony, ale nie ma tam okazji specjalnie się wykazać, taka już dola amanta.
To co wyprawia jako Sean w "Boybandzie" przechodzi ludzkie pojęcie.

Bardzo dojrzale i z pazurem interpretuje piosenki (proszę Was, nie sugerujcie się nagraniami z programów śniadaniowych, do których zerwali biedaków wcześnie rano - nie ma porównania), a przy tym ciągle eksperymentuje aktorsko, dostarczając mi mnóstwo zabawy, bo chodzę na prawie wszystkie spektakle, gdyż przepadam za jego głosem równie jak za widokiem klaty Jay'a.
Przy tym to ogromnie sympatyczny, taktowny i kulturalny dżentelmen.