Forum dyskusyjne MUSICAL.PL

Witaj, Gościu ( Zaloguj się | Rejestracja )

2 Strony  1 2 >

Doreen Napisane: 6-06-2009, 16:07


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


  Forum: Musicale · Podgląd postu: #14364 · Odpowiedzi: 2 · Wyświetleń: 4765

Doreen Napisane: 3-03-2009, 20:02


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


4.
* My Fair Lady
* Why can't the English
* Rex Harrison (najprawdopodobniej)
* Frederick Loewe
* 1956
  Forum: Musicalowe silva rerum · Podgląd postu: #14251 · Odpowiedzi: 7 · Wyświetleń: 8279

Doreen Napisane: 23-12-2008, 12:31


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Łoj, ludzie mnie cytują biggrin.gif

Kośnik, a może skrobniesz coś bardziej szczegółowo o tym "niedawnym" spektaklu: kogo widziałeś i co Ci się podobało/nie? Bo nie wiem, czy mam się z Tobą zgodzic, czy nie biggrin.gif

Ja ku mojemu zdziwieniu też latam na Upiora dość często (11 razy, z czego 9 w przedziale październik-listopad-grudzień), bo jak ogólny klimat naszej non-repliki mnie osłabia, tak jest tam grupka ludzi, która z uporem maniaka przemyca w tym wszystkim bardzo wiele starego, dobrego, klasycznego POTO. I ja jestem w o tyle komfortowej sytuacji, że mogę sobie do pewnego stopnia wybrać, kogo chcę oglądać (mieszkam pod Warszawą, jak widzę, że gra "moja" obsada, to po prostu idę pod kasy i liczę, że ktoś przyniesie zwrot - w 5/6 przypadkach zwroty były).

Według mnie Tomek, Edyta, Łukasz Talik i Monika Rowińska rozwinęli się niesamowicie i nie jestem w stanie opisać, jak wiele przyjemności sprawia mi oglądanie ich na scenie - a te rzadkie spektakle, kiedy akurat jest cała czwórka razem, to już w ogóle pełnia szczęścia. Plus - może ja po prostu mam do nich szczęście, ale przy takiej ilości spektakli, to wątpię - NIGDY nie widziałam, żeby którekolwiek z nich grało spektakl "na odwal się". Tak, miewają gorsze dni, ale za każdym razem widzę, jak wiele pracy wkładają w to, co robią i jak bardzo im zależy.

Dla porównania pierwsza obsada to są dzieci we mgle: Damiana widziałam dwa razy - raz mnie po prostu zniesmaczył (gdzieś wyżej opisałam), drugi raz po prostu mu się nie chciało - zero gry, zero emocji, zero zaangażowania, zero czegokolwiek (fakt, że wtedy to akurat nikomu się nic nie chciało, może mecz jakiś był w wieczorem w tv i wszyscy marzyli, żeby się zmyć z tej sceny, ale to kiepskie usprawiedliwienie.)
Paulinę widziałam raz i naprawdę nie mam w sobie dość zapędów masochistycznych, żeby pójść jeszcze raz i sprawdzić, czy jest lepiej. Ja WIERZĘ, że ona się stara, ale efekty są, jakie są (czytaj: nie ma ich). Pretensje trzeba mieć w tym wypadku do pana "reżysera", który z uporem maniaka twierdzi, że jest super.
Marcin ćwiczy sobie aktorstwo na swojej roli: co chwila mu się zmienia koncepcja. Ostatnio przez dłuższy czas po scenie paradował Wrzeszczący Nadęty Macho de Chagny - teraz się trochę uspokaja. To było na początku całkiem miłe w odbiorze i wnosiło powiew świeżości, ale może niech on lepiej przemyśli sobie tę rolę, wybierze JEDNĄ kreację i się jej trzyma.

Dla mnie wszystko sprowadza się do tego, jak bardzo dany aktor potrafi wczuć się w rolę i przekonać widownię, że tam na scenie stoi przed nimi ten Upiór czy ta Christine, a nie taki czy inny aktor/aktorka. Bo to "muzyczny" w nazwie TM Roma nie znaczy, że to "teatr" ma się stać mniej ważne.

Uwagi końcowe: Ja nie mam żadnego wykształcenia kierunkowego, nie śpiewam, nie gram, nie tańczę - jestem kompletnym laikiem i z takiej perspektywy oceniam spektakl. Bardzo bym nie chciała, żeby ktoś znów się poczuł urażony i zaczęła się kolejna pyskówka, jak po poście Fidelio (który był moim zdaniem bardzo merytoryczny i żałuję, że zamiast rzeczowej polemiki niektórych było stać tylko na komentarze "to śmierdzi Faktem"). O gustach DA SIĘ dyskutować: potrzeba tylko odrobiny dobrej woli i kultury.
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #14177 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 18-11-2008, 08:46


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


http://proarte.net.pl/?action=dynamic&dzial=69&id=2868

Nie wierzę własnym oczom - artykuł na temat Upiora napisany przez osobę, która nieźle orientuje sie w temacie i widać, że musiała trochę czasu poświęcić, żeby zgromadzić i zanalizować materiał.

Jako wieczna malkontentka oczywiście z dwoma czy trzema zdaniami się nie zgadzam biggrin.gif, tym niemniej wielkie brawa za opisanie zjawiska "marketing w wykonaniu Romy - byle o nas mówili, nie ważne, jak to osiągniemy" oraz za wzmiankę o drugich Upiorach - o szumie wokół tego niedoszłego i ciszy wokół tego właściwego.
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #14143 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 26-10-2008, 13:52


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Jak w temacie. Jakiś czas temu miałam fantazję zmienić sobie avka. Usunęłam poprzedni, ale nowego za cholerę nie mogę załadować. Wyskakuje komunikat "Załadowanie pliku nie powiodło się. Skontaktuj się z zespołem moderującym aby rozwiązać problem". Avek ma poprawne wymiary i rozszerzenie. Zresztą po kilku nieudanych próbach próbowałam wrócić do starego i też już nie chce go przyjąć, więc to chyba jakiś ogólny problem.
  Forum: MUSICAL.PL · Podgląd postu: #14121 · Odpowiedzi: 1 · Wyświetleń: 7194

Doreen Napisane: 4-10-2008, 21:45


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Podejście trzecie, czyli parafrazując Madame Giry „Czy to był Upiór, czy (byle)jakiś Don Juan to był”.

Dziś będzie krótko, bo pozwolę sobie skomentować właściwie tylko zjawisko, które widziałam po raz pierwszy, mianowicie damianowego Upiora. Po nagraniach, promocji w empiku i opiniach osób, z których zdaniem się zazwyczaj zgadzam byłam nastawiona bardzo-bardzo niepozytywnie. Zacznijmy może od pozytywów: wokalnie było całkiem-całkiem. Co najważniejsze, Damian pozbył się chyba doprowadzającego mnie do szewskiej pasji nawyku warczenia miast śpiewania (patrz nagranie Uwo „Bo mhhhaaaam nad tobą już”). Barwy jak dla mnie to on nie ma jakiejś specjalnej, ale ogólnie było w porządku, a niektóre bardzo niskie dźwięki cieszyły ucho miłośniczki barytonów. Oprócz samego wokalu liczy się też jednak interpretacja, no i tutaj niestety muszę już przestać być miła. Generalnie Damian zaprezentował cztery odsłony, z czego 75% czasu antenowego zabrała:

Odsłona pierwsza
, czyli Don Juan. Być może jestem nawiedzoną fanką, która naczytała się Susan Kay i naoglądała Charlesa Dance’a, ale ja dostrzegam w relacjach Erik/Christine pewną głębię, że tak nawet górnolotnie stwierdzę „więź duchową”. Dzisiaj tego nie było, bo trudno o więź duchową z kimś, kto praktycznie cały czas wysyła komunikat „chcę przelecieć tę panienkę”. Anioła Muzyki tam nie było wcale. A jak dla mnie Erika można grać na tysiąc różnych sposobów, ale na Don Juana to akurat... nie. Po prostu nie, wtedy ta historią się spłyca do głębokości kałuży. „Muzyka Nocy” z naszym pornograficznym tekstem wystarczająco boli sama w sobie, a kiedy dochodzi do tego Upiór obściskujący Christine co 20 sekund i skupiający się na frazach typu „przeczuj jej rozmiary” zamiast na tych o wolności czy muzyce, to robi się z tego droga przez mękę. Abstrahując od tego, że ów Don Juan był nie na miejscu, to on nawet nie był dobrze zagrany sam w sobie. Nie był to może „Don Juan z kanałów” (gdzieś takie określenie słyszałam w odniesieniu do kreacji Damiana), tym niemniej dla mnie góra z parteru, i to takiego z niskimi fundamentami. Ja chyba nawet wiem, co to miało być w założeniu: amant zapatrzony w siebie i doskonale zdający sobie sprawę, że jest boski i nie można mu się oprzeć, „pójdź w me silne ramiona, dziewczę, przecież wszyscy wiemy, że mnie pragniesz”. I owszem, to się da zagrać tak, że publiczność nie myśli „matko, co za megaloman” tylko „matko, ależ on wymiata, co z tego, że narcyz – ma powody do samozachwytu”. Pan Borchert na przykład grał takiego Krolocka i sprawdzał się w 100%. Z tym, że żeby takie coś się udało, to trzeba rzeczywiście wymiatać: perfekcyjny wokal łączyć z genialną interpretacją, mistrzowską grą i jeszcze na dokładkę mieć „to coś”. Potrafi to pewnie jakieś 5% artystów musicalowych na świecie, a Damian się do nich niestety nie zalicza.

Odsłona druga
, czyli „kompletnie nie wiem, co ze sobą zrobić w tej scenie”. Rzadko, ale się zdarzało, zwłaszcza Listy i Listy dwa – ja się nie dziwię, że dyrektorzy to zignorowali. To nie były rozkazy, to nie były nawet sugestie, to było zaśpiewane tonem „jakby panowie akurat nie mieli lepszego pomysłu i łaskawie zechcieli wziąć pod uwagę moje przemyślenia, to będę wam dozgonnie wdzięczny”.

Odsłona trzecia
, czyli „ph3ear my l33t singing skillz”, czyli „a teraz podziwiajcie, jak długo/wysoko/mocarnie potrafię ciągnąć ten dźwięk”. Na szczęście zdarzyło się tylko kilka razy, ale to o kilka razy za dużo. Ja rozumiem, że każdy chce się popisać umiejętnościami, ale w tak ostentacyjny sposób to można to robić na własnych recitalach. Jak przychodzę na spektakl, to chcę na scenie widzieć Upiora, a nie Damiana brylującego w świetle reflektorów. Nie chcę zostać źle zrozumiana: te momenty owszem, były całkiem imponujące pod względem wokalnym, ale kosztem kompletnego wyjścia z roli. A dla mnie akurat najważniejszą sprawą jest to, żeby artysta na czas spektaklu zapomniał, że jest artystą, którego właśnie podziwia pełna sala i stał się tym, kogo gra. Co nie zaszło niestety.

No i wreszcie odsłona czwarta, czyli Upiór po zdjęciu maski. Plus jest taki, że tutaj jednak to już nie był Don Juan, a biorąc pod uwagę to, co Damian prezentował do tej pory miałam spore obawy, że „poleci amantem” do samiutkiego końca. Minus... Był kiedyś taki wywiad z Damianem w empikowskiej gazetce, gdzie nasz bohater mówił, cytuję „bardzo łatwo przekroczyć granicę i zagrać to w stylu przerysowanej kreskówki”. Dzisiaj się przekonałam, że rzeczywiście, bardzo łatwo. I tyle.

Żeby zakończyć jakimś miłym akcentem, to wspomnę może dwa słowa o Edycie: ona jest zdecydowanie największym odkryciem tego przedsięwzięcia. Nad jej interpretacją rozpływałam się już w poprzednim poście, teraz tylko dorzucę, że również wokalnie to zaczyna być perfekcja. Ostatnio miałam wrażenie, że te najwyższe dźwięki wymagają od niej strasznie dużo wysiłku i bardzo się przy nich stresuje. Wysiłku to pewnie nadal wymagają dużo, ale przestało być to widać: teraz wszystko jest lekko i jakby „od niechcenia”, a nawet, jak się jakiś fałsz zdarzy, to nie daje po sobie poznać, że coś jest nie tak, tylko z wdziękiem idzie dalej. No i jej pomysł na tę rolę mnie po prostu zachwyca, dzisiejsze „Tak i tak jest źle” to było coś niesamowitego – tyle emocji i tak zgrabnie przekazanych... Właściwie dla samych tych 5 minut warto było iść na ten spektakl.
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #14077 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 24-09-2008, 15:48


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Już mniejsza o płytę, ale...
Kurczę, ja rozumiem, że teraz trzeba się sprzedać, lansować, reklamować i na każdym kroku podkreślać, jacy to jesteśmy och i ach trendi/dżezi/kul, ale z tych wszystkich artykułów o Upiorze tak się wylewa samozachwyt, że aż przykro to czytać. "Weber był zachwycony, przedstawiciele Rugu piali z zachwytu, Hierarchowie mało z krzeseł nie pospadali, a publiczność to niedługo będzie owacje na stojąco zaczynać już w połowie spektaklu, po co czekać do końca, przecież i tak wiadomo, że jest super". No bez jaj... Takie peany to raczej widzowie powinni pisać, bo tak samemu o sobie to pachnie megalomanią.
Nie mówiąc o tym, że na dodanie kolejnego artykuł z cyklu "Jesteśmy Wyelcy" jakoś ktoś miał czas i energię, a na dodanie Tomka Steciuka do obsady Upiora nadal się 5 minut nie znalazło (nie karzę juz im wywalać stamtąd Łukasza Zagrobelnego, wiadomo, jak nazwisko przyciąga ludzi to się go przecież nie pozbędziemy, co z tego, że tak naprawdę nie gra...)
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #14059 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 20-09-2008, 21:47


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


CYTAT(Kośnik @ 20-09-2008, 19:59)
w non-replica każdego "potwora" można jakoś ludziom wcisnąć pod szyldem oryginalności i kreatywności wystawiających taki spektakl.
*



To to ja rozumiem, ale odnośnie pierwszej części Twojej wypowiedzi: to są tylko Twoje przypuszczenia, czy serio prawa do replik i nie-replik różnią się ceną? Mnie się zawsze wydawało, że koszt jest ten sam, tyle że nabycie praw do nie-repliki jest trudniejsze, bo twórcy z reguły dość mocno bronią sie przed dawaniem komuś wolnej ręki. I trudno im się dziwić - już nawet zostawmy tego naszego nieszczęsnego Upiora, ale spójrzcie, co się stało z Tanz der Vampire na Broadwayu...
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #14045 · Odpowiedzi: 62 · Wyświetleń: 82774

Doreen Napisane: 20-09-2008, 11:31


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Tia, już "oczyma duszy mojej" widzę studentów odzianych w biało-czarny lateks przy "Drink with me" i nowy wystrój ABC Cafe z pluszową sofą i soplami...

Co oni się tak napalili na te non-repliki? Przecież mając prawa do "repliki" też można stworzyć coś wyróżniającego się na tle innych produkcji.
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #14041 · Odpowiedzi: 62 · Wyświetleń: 82774

Doreen Napisane: 17-08-2008, 11:51


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


CYTAT(wełna @ 15-08-2008, 19:25)
najlepsze miejsca to straponteny (przystawki) niestety ciężkie do zdobycia  angry.gif


Miałam wizję jakiegoś godzillopodobnego stwora pałaszującego romową widownię i zaczynającego od ludzi na strapontenach rotfl.gif Ja zawsze słyszałam wersję "dostawki", ale Twoja jest o niebo lepsza biggrin.gif

Co do tego, czy to są najlepsze miejsca: jeśli chodzi o stosunek cena/jakość, to tak. To jeszcze zależy, czy chce się podziwiać scenografię i w ogóle "całokształt", czy artystów z bliska. Na pierwszy raz proponowałabym raczej miejsca gdzieś dalej - na moim przykładzie z XVI rzędu mechanika sceniczna i scenografia jakieśtam wrażenie jednak robią, z VI za to widać, że te złote harfy na żyrandolu to bardzo plastikowe złoto, to lustro się niezbyt magicznie rozsuwa, a te świeczniki to tak się gibają na boki, że nie wiem, jak mają udawać mosiądz. Za to mimikę z VI to już widać całkiem całkiem.

A propos obsady: na stronie głównej, po lewej stronie, pod "Co słychać w Romie" jest kilka bannerów. Obsada (jeśli jest podana) kryje się pod pierwszym bannerem. Z niewiadomych powodów te bannery nie u wszystkich wyświetlają się poprawnie. Tam podobno powinien być koło maski napis "Obsada", czy coś w tym stylu, ale ja widzę tylko białe tło i migającą po prawej stronie maskę. Nie wiem, od czego to zależy, czy to wina przeglądarki/flasha/javy/czegokolwiek, w każdym razie sporo osób ma kłopoty ze znalezieniem Obsady, więc podejrzewam, że oni tez po prostu nie widzą tego napisu tylko białe tło i maskę.

  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13996 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 22-07-2008, 17:48


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Ja się w polskich artystach musicalowych orientuję średnio, ale swoje trzy grosze mogę wrzucić:
- Steciuk na Thenardiera, rola niezbyt duża ale pole do popisu jest: to wcale nie musi być taki błaznowaty człowieczek, jak to interpretuje pan z koncertu na dziesięciolecie. Z tego równie dobrze można zrobić zuo wcielone, a to już mogłoby być interesujące krzywy.gif
- Szydłowski na Javerta? Tak mi teraz przyszło do głowy... Chociaż w sumie za młody i nie wiem, jak by mu wyszła odsłona "zimny służbista", do tej pory to on raczej w klimatach rozrywkowych się prezentował.
- Dziedzic na Enjorlasa. Tak, wiem, że wizualnie to nie to, ale pomyślcie, jakiego "Do you hear the people sing" miałoby powera chytry.gif
- po tym, co zobaczyłam w upiorną sobotę Edytę na Eponinę popieram całym sercem. Na Fantine za młoda. Na Fantine - Kasia Walczak.

Co do reszty to nie mam pomysłu, mam tylko szczerą nadzieję, że beti nie wykrakała z tym Valjeanem biggrin.gif

I błagam, tylko nie Kozeta ^_^' Cosette mówimy tak, Kozecie mówimy nie.
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13978 · Odpowiedzi: 62 · Wyświetleń: 82774

Doreen Napisane: 20-07-2008, 11:09


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Cicho tu jakoś... to ja może coś wrzucę.


Upiór w Operze, podejście drugie: Christine z charakterkiem, Raoul-alkoholik i Upiór z masą problemów na głowie, czyli rzecz o dorastaniu i stawianiu na swoim. Przemyślenia pisane tuż po, więc wszystkie "dzisiaj" znaczą "wczoraj o 15".

Jak się było można zorientować, naszej upiornej produkcji nie darzę zbytnim uczuciem (szczegóły tu). Przeszkadza mi w niej multum rzeczy, od ahistorycznych (i miejscami po prostu brzydkich) kostiumów, poprzez „niefortunne” tłumaczenie libretta, do scenografii pasującej jak pięść do nosa (specjalne wyróżnienie dla tandemu sofa&sople). Po przeanalizowaniu wszystkiego na zimno doszłam do wniosku, że najbardziej przeszkadza mi jednak jeszcze coś innego, mianowicie reżyseria, a raczej jej brak. Wszystko bowiem przemawia za wersją, że artyści dostali role, przykazanie „zróbcie z tym coś fajnego” i krzyżyk na drogę. Niezbyt rozsądne to posunięcie, kiedy się ma tylu debiutantów w głównych rolach, a i tym bardziej doświadczonym jakieś poprowadzenie by nie zaszkodziło. A tak – jest jak jest, jedni radzą sobie nieźle, inni kiepsko, niektórzy w ogóle nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Poziom zadowolenia widza ze spektaklu zależy więc głównie od tego, na których trafi. Ja miałam dzisiaj przyjemność trafić na dwójkę, która chyba jako jedyna radzi sobie fenomenalnie.

Na moim pierwszym spektaklu z „wielkiej trójki” Upiór-Christine-Raoul naprawdę mocne wrażenie zrobił na mnie tylko Upiór, bo też i tylko Steciuk sprawiał wrażenie, że potrafi na te 3 godziny stać się tym, kogo gra. Łukaszowy Raoul był poprawny i nic ponadto, takoż Christine w wykonaniu Kai. Ta ostania przez cały spektakl sprawiała wrażenie, jakby najchętniej zapadła się pod ziemię, bo ten niedobry pan w masce za nią łazi i spokoju nie daje, a ona jest dziewczę niewinne i nie wie, o co mu chodzi. Momentami naprawdę lepiej było nie wnikać, o co tych dwóch panów tak usilnie zabiega i dlaczego tego Upiora tak fascynuje to roztrzęsione ze strachu dziecko. No ale cóż, skoro przeszłam do porządku dziennego nad czarno-biało-lateksowym balem w roku 1861, to i Upiora w Operze bez większego udziału Christine przebolałam. Dzisiaj natomiast Opera miała i swojego Upiora, i swoją Christine. I to jakich.

Słyszałam wiele ochów i achów nad Edytą Krzemień – i mogę potwierdzić, że są w 100% zasłużone. Wokalnie powiem tylko tyle, że podobała mi się bardziej niż Kaja – głębszy głos, jak dla mnie ładniejsza barwa. Wokalizy chyba sprawiały jej więcej trudności, ale przy całej reszcie po prostu lepiej mi się jej słuchało. Aktorsko – ona gra! Ona gra z sensem – nie na zasadzie „a tutaj to nie wiem co ze sobą zrobić... to znowu zrobię przestraszoną minę. A tutaj może się zezłoszczę? A może nie?” – to była rola przemyślana od a do z. Nie było sceny, nie było momentu, w którym nie wiedziałaby, co ze sobą zrobić. I co najważniejsze – jej Christine miała mózg, miała świadomość, kto czego od niej chce i przede wszystkim – miała charakterek! I dzięki temu wszystkiemu cała historia miała w końcu jakiś głębszy sens – bo dwójka głównych bohaterów z wdziękiem zignorowała fakt, że ta wersja została pomyślana jako „historia o tym, że chuć rządzi światem, panienki lubią mhrocznych amantów, ale wychodzą za nieskomplikowanych bogaczy, mordowanie ludzi jest złe i nie popłaca, a opera jest śmieszna” i zaserwowała publiczności rzecz o miłości do muzyki, uczuciach, które wszystko komplikują, dorastaniu i urażonej dumie.

Wątek miłości do muzyki już w filmie się gdzieś zawieruszył i mam wrażenie, że w naszej produkcji z inną obsadą też go ze świecą szukać. Tu ma od początku do końca chodzić o pożądanie, uwodzenie, zauroczenie i inne takie. A dzisiaj, proszę państwa, nareszcie na początku chodziło o głos. Ja to zobaczyłam tak: panna Daae jest na początku taką „małą Lottą” – wspominającą cały czas szczęśliwe dni spędzane tylko z ojcem i muzyką. Ojciec odszedł, ale mała Lotta, „wiecznie z głową w chmurach”, nie zamierza dorastać, bo „mroczne sagi północy” są dużo przyjemniejsze od prawdziwego życia, gdzie za każdymi wyższymi uczuciami i tak kryje się jakiś prywatny interes i koniec końców każdy czegoś od niej chce. Anioł Muzyki zdaje się nie chcieć nic – oprócz wspólnego kontemplowania muzyki i dlatego ona chętnie za nim idzie przez to lustro, a nie z powodu jakichś jego walorów czy innych „rozmiarów”, jak to zdawał się sugerować film. Idziemy dalej, a mój podziw rośnie. Sceny w lochach – oni grają, grają ze sobą, a nie obok siebie, do tego nadal grają z sensem: Christine zadziorna w pierwszej zwrotce POTO, „i chyba dalej śnię” – w domyśle i nie chcę się obudzić, w refrenie „to Upiór tej Opery ma we władzy sny” – to nie jest „ja nie chcę iść, ale on mnie ciągnie”, to jest „z nim jest tak ciekawie, dlaczego miałabym nie iść?”. MOTN – Steciuk coś pokręcił w tekście, gdzieś się jakieś „odrzuć mrok” czy cuś w ten deseń pojawiło, ale on to jest chyba w stanie stworzyć i dośpiewać na poczekaniu kilkanaście wersów, a ludzie i tak się nie połapią, że coś jest nie tak wink.gif „Kiedy celem był tylko głos” – takie smutne i rzewne, ktoś tu przeczuwa, że uczucia „pozagłosowe” mogą strasznie sprawę skomplikować. No i przeczuwa dobrze, bo kiedy widzimy Christine w następnej po lochach i zdjęciu maski scenie, po Il Muto, kiedy tłumaczy Raoulowi, co się działo w lochach – doznajemy szoku, a przynajmniej ja doznałam. Bo dziewczę nie jest wcale śmiertelnie przerażone. Dziewczę jest ostro wkurzone, że Anioł Muzyki śmiał mieć w zaciąganiu jej do lochów jakieś inne intencje, niż muzyka, że wyszło na to, że jak wszyscy po prostu czegoś od niej chce i że jeszcze wydaje mu się, że może na nią najpierw nawrzeszczeć, potem odstawić „na górę” i uważać, że będzie po staremu. Całe „Ja tam byłam” to było mistrzostwo – emocje od „oszukał mnie” poprzez „co on sobie wyobraża, dostaje ataku furii, potem błaga na kolanach i mówi coś o miłości, a ja mam mu się w ramiona przez to rzucić?”, „w sumie to mi go żal”, aż do „ale ten głos, ten głos...”. Powoli się zaczęłam zastanawiać, jak będzie wyglądał AIAOY, bo Raoul był do tej pory jak piąte koło u wozu traktowany, a wersja, że Christine się w nim zakocha w ciągu 5 sekund do mnie nie przemawiała. Rozwiązanie zagadki było boskie – wicehrabia znienacka dziewczę całuje, a dziewczę pokazuje pazurki i zapala jej się żaróweczka: poflirtuję sobie z wicehrabią, który nie jest może zbyt bystry ani interesujący, ale od początku jasno pokazuje, o co mu chodzi, a nie bawi się w jakieś podchody z lekcjami śpiewu. Niech ten tam z lochów widzi i cierpi, należy mu się. Klasyczne „na złość babci odmrożę sobie uszy”. Jeszcze specjalnie skubana podkreśliła „wierny bądź, nie zawiedź nigdy mnie” – ty tam z lochów, wiem, że gdzieś tu siedzisz i podsłuchujesz, słuchaj i ucz się. Potem było AIAOY reprise, przy którym znów mi szczęka opadła. Przy charakternej Christine Steciukowy Upiór tez nabrał charakterku – to nie było płaczliwe „Christine mnie nie kocha” z poprzedniego spektaklu, to było na początku zimne i rzeczowe „no tak, mogłem się spodziewać, że jak zrobię z jej głosu taką perełkę, to ktoś ją usłyszy i się przyplącze... a ona oczywiście nie rozumie, że to miało być tylko dla mnie...”, a potem, po usłyszeniu dueciku w tle wściekłe „oż ta mała wredna żmija, będzie tu się ze mną w gierki psychologiczne bawić, niedoczekanie!”. I przez cały drugi akt tak to właśnie szło, jedna urażona duma przeciwko drugiej. „Każę jej zaśpiewać w mojej operze, ja jej dałem w końcu ten głos”, „Nie będę śpiewać w jego operze, nie jestem na każde jego skinienie”. Różnica była taka, że on ją jednak mimo wszystko naprawdę kochał, a ona to traktowała na zasadzie „kto wygra”. W listach dwa brawa za „Nie wolno tak o mnie mówić!”. W wykonaniu Kai to wypadło tak słabiutko, że aż zachichotałam, tutaj autentycznie wyglądało to tak, że Raoul musi przytrzymywać Christine, żeby ta nie przywaliła Carlottcie pięścią w twarz. Śliczne chwilowe załamanie w „Tak i tak jest źle”: tak naprawdę to ja bym strasznie chciała, żeby znowu było jak kiedyś i nie chcę mu robić krzywdy... ale duma mi nie pozwala teraz się wycofać. I tutaj było Wishing – o którym wiele osób mówiło, że jest najlepszym utworem Edyty. I jest, ale nawet nie przez wokal, tylko przez grę. Wishing to nie była jakaś tam sobie pioseneczka o treści „cześć tato, szkoda, że cię nie ma, no ale cóż, żyje się dalej, dobra, odhaczone, teraz scena z Upiorem i pojedynek” jak u Kai. To było o tym, że kiedyś trzeba dorosnąć, że już nigdy nie będzie chodzić tylko o muzykę i mroczne sagi północy i że pewne rzeczy się kończą bez względu na to, czy powiemy „do widzenia”, czy nie. Po takim Wishing to i Wandering Child zabrzmiało, jak powinno – tym razem Upiór bawi się w psychologiczne gierki, „ależ dziecko, nic nie musi się zmieniać, możemy sobie śpiewać sonaty do białego rana i nic więcej, tylko wróć”. Niestety nastąpił potem pojedynek, który pasuje w tej sztuce jak za przeproszeniem świni siodło, więc udajmy, że go nie było. A potem... potem nastąpił PONR. PONR, którego w moim mniemaniu nic nie mogło uratować, bo ta sofa, te sople, ci wijący się tancerze, ta bandama zamiast maski i to nieszczęsne tango, to naprawdę za wiele. A oni to uratowali. Ba, oni z tej sceny zrobili perełkę, tak że siedziałam z otwartymi ustami i wytrzeszczonymi oczami. Tam chodziło o coś więcej, niż chuć, seks, pożądanie, czy jakby to tam zwał. Tam było starcie dwóch charakterów, obu upartych jak osły i przekonanych do własnej racji, próbujących przekonać to drugie, że wygrali i to oni mają wszystko pod kontrolą. Pierwsza część – Upiór – „To moja opera, śpiewasz, co ci każę, robisz, co ci każę, wcale nie jesteś taka silna, jak ci się wydaje”. Druga część – Christine – „Nawet, kiedy wiesz, że ja tylko gram, to tracisz przy mnie głowę, wystarczy jeden mój gest i tracisz pewność siebie, kto tutaj robi, co mu się każe?”. I przy AIAOY reprise mnie coś ścisnęło za gardło, bo on się poddał i po ludzku powiedział, czego od niej chce, a ona pierwszy raz w całym spektaklu była autentycznie przerażona, bo zrozumiała, że on serio i naprawdę i że dla niego to nie była tylko gra i że gdyby on tak od początku i ona też nie tak uparcie, to może wszystko byłoby inaczej i prościej, ale teraz to już po ptakach. I jak się na filmach/spektaklach/książkach nie wzruszam, tak mi się oczy zaszkliły. A potem były lochy, równie genialne, jak cała reszta, z Christine wściekłą na samą siebie i z Upiorem wściekłym na cały świat i ludzi. I rzucanie się po lochu, ignorowanie Raoula (w momencie, kiedy on cośtam mówi do Christine, ona rusza w jego stronę, a Upiór ją gestem powstrzymuje – pewnie to moja nadinterpretacja tylko, ale Christine wyglądała, jakby szła do niego, żeby mu tę pętlę zacisnąć mocniej i żeby się w końcu zamknął i przestał przeszkadzać wink.gif) pocałunek, ucieczka, powrót (nie było pożegnania, wcisnęła mu ten pierścionek i czmychnęła bez odwracania się, „nie spojrzę ci w oczy, bo mi wstyd i bo będę chciała zostać, a teraz już przecież nie mogę”), pozytywka, płaszcz, maska, koniec... No i można tak. Można o trudnych uczuciach, trudnych charakterach, trudnych wyborach, a nie o różu, pluszu i rozmiarach. Szkoda trochę, że tylko dwóm osobom się tak chce. Chwała im za to.

Krótko o Tym Trzecim z Głównej Trójki, o Którego Tutaj Wybitnie Nie Chodziło. Marcin się bardzo starał coś ze sobą robić przez cały czas, a że reżyser najwidoczniej był akurat (znowu) zajęty i nic nie podpowiedział, to wyszło dziwacznie. Raoul stał się bowiem głównym elementem komediowym spektaklu. Na licytacji „dziadzio Raoul” się miota na foteliku, mruczy, macha, szturcha pielęgniarkę. W scenach zbiorowych odchodzą różne ciekawe wybryki, kulminacja przypada chyba na listy jeden, gdzie Raoul postanawia zaopiekować się pozostawionym na stole koniaczkiem. Opróżnia szklaneczkę pozostałą po dyrekcji, potem ustawia szklaneczki w rządku, nalewa koniaczku do obu, i bierze się za metodyczne opróżnianie. Zdążył wprawdzie chlapnąć sobie tylko jedną, bo nadeszła jego kwestia, ale wystarczyło: kiedy potem rozchodzą się do swoich lóż i któryś z dyrektorów mówi o pomyśle siedzenia w loży piątej „czy to aby bezpieczne”, Raoul odwraca się z błogim uśmiechem człowieka lekko wstawionego i rzuca „Aleszzz mój dhhhogi Andhhhe, to jeeedyne pussssste miejsssssce, hihihi”. Zeszłam. Problem pojawia się, kiedy Raoul musi być w centrum uwagi, bo przez większość czasu ma minę pt. „nie rozumiem, co do mnie mówią, będę się cały czas dobrotliwie uśmiechał, to może się nie zorientują”. W efekcie jego rola ogranicza się do bycia marionetką w grze „zdenerwujmy Upiora” w wykonaniu Christine. Że go poważnie nie traktuje świadczą obie sceny, w których ma mu się niby zwierzać: w „Ja tam byłam” śpiewa właściwie do siebie, w „Tak i tak jest źle” próbuje do niego, ale napotyka na ten uśmiech figury woskowej i kończy znowu do siebie.

Co do pozostałych ról, w których widziałam więcej niż jedną osobę: licytator/Buquet -Paszkowski > Bzdawka (acz minimalnie), dyrektor Firmin - Szydłowski > Pierczyński (mniej minimalnie, ale to z powodu ponadprzeciętnych zdolności Szydłowskiego, a nie broń Boże ich braku u Pierczyńskiego), Madame Giry - Walczak > Sztejner (obie są dobre jako zimne jędze, ale Kasia dodatkowo sprawia wrażenie, jakby czerpała sadystyczną przyjemność z bycia zimną jędzą wink.gif)

Na deser kącik „Wpadki i inne takie”:
- Małpka się zepsuła. Na licytacji nie uderzyła w talerze i konsekwentnie pozostała nieruchoma do końca spektaklu. „Dziadzio Raoul” próbował dojść, co z nią nie tak, kiedy dostał ją w łapki: stukał, pukał, oglądał ze wszystkich stron i mamrotał coś po nosem.
- Uwertura się spóźniła, a przynajmniej tak to wyglądało. Panowie od odsłaniania żyrandola chcieli uzyskać dhamatyczny efekt zerwania płacht razem z pierwszym taktem uwertury, podeszli, chwycili, czekają, czekają, czekają... jeden dał za wygrana i odsłonił dół żyrandola, drugi twardo czeka, czeka, czeka... doczekał się w końcu, ale trochę to trwało.
- Steciuk znów walczył z garderobą, tym razem swoją. Poprzednio musiał wyciągać sukienkę Christine spod krzesła w MOTN i męczyć się z wrednym welonem, który przypiął się po długiej walce i pozostał na głowie damy całe 5 sekund. Dzisiaj dama poleżała sobie trochę na zimnej posadzce bez przykrycia po MOTN, bo peleryna najpierw nie chciała się rozpiąć, a potem się sznureczki o coś zaczepiły.
- Przez ten rzut szpadą w pojedynku komuś się kiedyś stanie krzywda. Dzisiaj szpada miała bardzo ciekawą trajektorię lotu, zamiast polecieć prosto lotem koszącym zrobiła parabolkę nad sceną, okręcając się wokół własnej osi. Marcin sprawiał wrażenie, jakby chciał ją mimo wszystko złapać, ale w ostatniej chwili zrezygnował, bo prawdopodobieństwo złapania za właściwy koniec było niewielkie. Sam pojedynek był mniej widowiskowy, Raoul nie zaliczył (wzorem Łukaszowego) „padu na dechy”, a Upiór swój zaliczył jakoś niemrawo, jakby się po prostu zmęczył i położył, żeby odpocząć.
- Jakaś pani od ustawiania dekoracji nie zdążyła się zmyć przed listami dwa i przemykała sobie wśród aktorów po podniesieniu kurtyny.
- sreberka z Maskarady spadają sobie do końca spektaklu. Christine przeżywa na cmentarzu, w tle spada sreberko, Upiór przeżywa w lochach, w tle spada sreberko...
- tancerzy z Don Juana zauważyłam dopiero na oklaskach i dostrzegłam coś dziwnego. Trzech panów ubranych mniej więcej identycznie, z czego dwóch ma długie czerwone spodnie, a jeden krótkie czerwone spodenki i siatkowe podkolanówki... To była jakaś zielenina, czy on tak zawsze?

... Niedobre musicale, grafomanię na cztery strony w wordzie u mnie powodują...
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13965 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 9-07-2008, 22:21


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Nim jednak "Zły" trafi do Romy, wystawimy "Les Miserables". Na 99 procent mamy potwierdzone prawa do muzycznej wersji "Nędzników". Premiera mogłaby się odbyć w 2011 r.


Z tego, co wiem, pan Kępczyński ma w zwyczaju od czasu do czasu opowiadać różne ciekawe rzeczy, które nie całkiem mają pokrycie w rzeczywistości (np. chyba już o około 5 spektaklach kiedyś mówił, że są jego ulubione i jego największym marzeniem jest je wystawić w Romie biggrin.gif), ale przyjmijmy, że to prawda. Ja bym się z Les Mis bardzo ucieszyła, zaczynam sobie w myślach kompletować właśnie polską obsadę.

Dziwi mnie tylko ta data, 2011. Z tego by wynikało, że przez kolejne trzy lata z hakiem chcą grać tylko Upiora na zmianę z Akademią... pytajnik.gif (Koty podobno wybywają do Zabrza)
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13945 · Odpowiedzi: 62 · Wyświetleń: 82774

Doreen Napisane: 4-05-2008, 10:27


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


CYTAT(beti @ 4-05-2008, 11:13)
Ciekawe, kogo zagra w "Niebezpiecznych związkach" w Teatrze Komedia.  Dowiem się już 8 maja  smile.gif    http://www.teatrkomedia.pl/?nodeid=358
*



To ja przy okazji poproszę jakąś recenzję Niebezpiecznych Związków po 8 maja, bo też rozważam wybranie się. Swoją drogą, spektakl ma niezły marketing: plakatów wszędzie pełno i przyciągają wzrok. Tak stałam niedawno pod jednym i się zastanawiałam, czy ten Szydłowski to ten Szydłowski biggrin.gif

  Forum: Artyści · Podgląd postu: #13810 · Odpowiedzi: 53 · Wyświetleń: 51993

Doreen Napisane: 23-04-2008, 23:25


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Crawfordowy Upiór teraz też do mnie średnio przemawia (chociaż od OLC Phantoma zaczynałam swoją przygodę z Upiorem i w ogóle z musicalami i wtedy byłam zachwycona). Pośrednio to wina tego, że płyta była nagrywana dość wcześnie, kiedy aktorzy jeszcze nie "weszli" tak do końca w postacie. Na tych wszystkich filmikach promocyjnych jest lepiej, więcej w tym uczucia i rusza się z upiorną gracją, ale to nie jest ten typ głosu, jaki teraz preferuję.
Butlerowi z kolei ekspresji to nie brakuje, ale nawet ja, kompletny laik na tym polu słyszę, że w pewnych partiach technicznie sobie nie radzi - ot choćby urwane "be" (where you long to be) w MOTN. Jak na faceta bez profesjonalnego przeszkolenia, który jeszcze musiał cały czas maskować szkocki akcent wypadł bardzo dobrze, ale dla mnie to też nie to.

Mój Anioł Muzyki krzywy.gif powinien brzmieć tak:
http://pl.youtube.com/watch?v=MkI8T6R-_8c
albo tak:
http://pl.youtube.com/watch?v=N1gAfNBtc2I
albo tak:
http://pl.youtube.com/watch?v=ZCxrFzNnMbw (ludzie, wydajcie w końcu płytę z tego australijskiego Phantoma, no...)
albo tak:
http://pl.youtube.com/watch?v=lRkz_Zmsh28
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13753 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 17-04-2008, 18:39


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


CYTAT(lunaopera @ 16-04-2008, 13:58)
zaśpiewaj lepiej, albo napisz lepsze tłumaczenie.
*


CYTAT(czary_mary @ 16-04-2008, 23:12)
A jesli ktos juz chce wieszac takie psy, to moze niech sam zrobi wlasny musical. Wtedy inni ocenia.
*



Tak, słoneczka wy moje, tak, macie absolutną rację. Tylko pamiętajcie, żeby stosować się do własnych rad i kiedy jedzenie w restauracji nie będzie wam smakowało, to broń Boże nie mówcie o tym nikomu, jeśli nie potraficie ugotować lepszego. Albo jak wam się książka nie spodoba, to nie dzielcie się spostrzeżeniami ze znajomymi, jeśli nie macie na swoim koncie dzieła na miarę Mickiewicza . Albo jak wynudzicie się na filmie, to też cicho sza, no chyba, że wcześniej zrobicie lepiej własny. Albo... krzywy.gif
To tyle w kwestii kto ma prawo do krytyki. tongue.gif

Poza tym mamy chyba diametralnie różne definicje "wieszania psów". Bywa.

Miłego dnia życzę.
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13728 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 15-04-2008, 14:42


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Wczoraj w empiku była promocja Upiora, zawitali Kępczyński, Wyszogrodzki i trio Damian-Edyta-Marcin. Posłuchałam sobie na żywo (śpiewali AIAOY i POTO) i czuję wewnętrzne przyzwolenie na krytykowanie krzywy.gif

Marcin z tego tria podobał mi się najbardziej (i zdaję się, że nie tylko mi), ma bardzo ładną barwę i po prostu przyjemnie się go słucha.

Edyta... szczerze mówiąc, jej normalny "mówiony" głos jakoś mnie drażni (nie wiem w sumie dlaczego), tak samo jak jej niskie dźwięki. Im wyżej, tym lepiej. Wokalizanawet nawet, tylko było widać, że jest to dla niej wielki wysiłek i stres. Widać tylko Sara Brightman potrafi to śpiewać tak od niechcenia i nie sprawiać wrażenia, że się zaraz udusi wink.gif

Damian. Eh, Damian. Jak on mi strasznie, strasznie nie pasuje do tej roli. Ta manieryczność, te "chrypki", to dziwne łapanie wyższych dźwięków, które skojarzyło mi się z "płaczkami" Malwiny w TW. Dziękuję, postoję.

Z innych luźnych uwag: Sukienka Christine miała paskudny kolor (taki bladoróżowy, "bieliźniany", kojarząc z filmem podejrzewam, że ma ją na sobie w Maskaradzie). Pan Wyszogrodzki (który nota bene sprawiał wrażenie bardzo miłego człowieka, w przeciwieństwie do pana Kępczyńskiego, który praktycznie nie dawał nikomu innemu dojść do słowa przez 3/4 czasu, a jakąś dobrą duszę, która zapytała o możliwość jakiś bonusów dla stałych widzów starał się na moje oko niezbyt elegancko zbyć) chyba miał jakieś zaćmienie przy tłumaczeniu niektórych tekstów, bo o ile POTO ujdzie, to AIAOY ma tak banalny i głupio brzmiący tekst, że ja wysiadam. Ja wiem, że w oryginale to też jest słodka piosenka o miłości, ale... Eh.


  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13719 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 27-03-2008, 20:36


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Z tym, że Wicked jest dobrym musicalem, to się zgodzę. Ma wpadające w ucho kawałki, z tych krótkich reklamówek jakie widziałam w necie mogę stwierdzić, że wygląda oszałamiająco na scenie i faktycznie, ma jedne z najgenialniejszych tekstów jakie słyszałam. Niby na pierwszy rzut oka (ucha tongue.gif takie cukierkowe, ale jakby się wgłębić to takie "Popular" czy "Dancing through life" to dosyć gorzki opis tego, jak się w dzisiejszym świecie robi karierę ("Did they have brains or knowledge? Don't make me laugh! They were popular!") i jaki styl życia się najbardziej opłaca ("Those who don't try never look foolish.") Z tym, że Wicked jest skierowane do dzieci to się średnio zgodzę. Fakt, dzieciom się zapewne podoba, bo jest kolorowe i magiczne, ale pewne aspekty - właśnie przewrotne teksty czy odniesienia do Czarnoksiężnika z Krainy Oz - to raczej tylko dorośli wychwycą.

A z tym z kolei:

CYTAT(Gravity @ 25-03-2008, 20:01)
dziwie sie ze wszyscy zachwycają sie TW po wystawienie w Romie przecież na świecie  przepadł...to chyba o czymś świadczy....
*



to się nie zgodzę wcale.

Po pierwsze, przepadł nie "na świecie", a w USA. To mimo wszystko nie to samo. tongue.gif
Po drugie, w USA przepadło właściwie Dance of the Vampires, a nie Tanz der Vampire. DotV do TdV ma się tak, jak... no zabrakło mi poetyckiego porównania, w każdym razie te wersje więcej dzieli niż łączy (w opinii 99% fanów na zdecydowaną niekorzyść DotV).
Po trzecie, Tanz świetnie sobie radzi Europie: Niemcy, Węgry, Polska, teraz podobno Holandia i Belgia, plus Japonia. To też o czymś świadczy.

A poza tym to generalnie porównanie musicali europejskich i amerykańskich jak dla mnie trochę mija się z celem. One mają zupełnie inne klimaty. No i co ciekawe te europejskie jakoś się kiepsko adaptują na Broadwayu, a w drugą stronę to działa całkiem sprawnie: Wicked teraz w Niemczech chyba całkiem dobrze sobie radzi...
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13544 · Odpowiedzi: 26 · Wyświetleń: 19601

Doreen Napisane: 17-03-2008, 22:49


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Carpe, zdefiniuj "sam koniec czerwca" to może coś się z tym da zrobić. krzywy.gif My jesteśmy elastyczne. krzywy.gif
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13510 · Odpowiedzi: 30 · Wyświetleń: 31988

Doreen Napisane: 17-03-2008, 20:23


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Uwaga panie i panowie, ogłoszenie będzie.

Po styczniowym Berlinie rozsmakowałyśmy się z Parhaljen w wycieczkach na niemieckie musicale. Teraz planujemy następną, na Elisabeth. Jako że w kupie raźniej, szukamy chętnych.

Informacje szczegółowe:

- Elisabeth będzie grana w Berlinie w Theater des Westens od 20 kwietnia do sierpnia. Potem robią jakieś tournee, ale to nas mniej interesuje, bo bliżej niż w Berlinie to to raczej nie będzie.

- oferta jest o tyle atrakcyjna, że gra duet Pia Douwes i Uwe Kroger czyli legendarna już Elisabeth i legendarny już Śmierć. http://pl.youtube.com/watch?v=PnU2JmwrIzo&feature=related Ogólnie cała obsada zapowiada się bardzo dobrze, Felix Martin który kiedyś gdzieś kroloczył jako druga Śmierć.

- chciałyśmy jechać na początku lipca, bo sesja nam się kończy dopiero 29 czerwca. Na pewno odpadają piątki i soboty, bo bilety są wtedy droższe. Lepiej też omijać niedziele (bo wtedy są dwa spektakle i jest obsadowy miszmasz) i środy (bo Pia podobno nie grywa w środy). Zostają wtorki i czwartki.

- bilety kosztują od 34 do 73 euro (ceny podaję ze zniżką studencką). My się będziemy burżujsko rzucać na te najdroższe, bo na Tańcu widok z pierwszego rzędu Hochparkett był i-de-al-ny (pewnie dlatego zrobili teraz z niego strefę premium)

- bilety ekspresem do Berlina w dwie strony kosztują 220 zł, czasami są fajne zniżki i wtedy bilet kosztuje 70 zamiast 110 (ceny podaję ze zniżką studencką)

- niestety mamy takie połączenia kolejowe, że praktycznie nie da się tam pojechać i wrócić jednego dnia. My stwierdziłyśmy ostatnim razem, że na czymś w końcu trzeba oszczędzać i znalazłyśmy Hostel am Zoo za 22 euro za dobę plus jakieś tam 2 euro opłat dodatkowych czy czegoś. Zalety tego były takie, że a) tanio b) 2 minuty od przystanku i 2 minuty od teatru. Nie żartuję, Theater des Westens jest tuż za rogiem. krzywy.gif Wady... wad rażących w sumie nie ma, jeśli komuś nie przeszkadza hostelowy standard i "atmosfera" (troch ciasno, skrzypiące piętrowe łózka i karteczki na drzwiach "prosimy nie wyrzucać niczego przez okna"). Najmniejsze pokoje są sześcioosobowe, więc tak czy siak kogoś by nam dokwaterowali, ale nie wyglądał ten przybytek na miejsce, gdzie się dzieją dantejskie sceny.

- można wycieczkę oczywiście połączyć ze zwiedzaniem Berlina. My dwie raczej spasujemy, bo trochę tam połaziłyśmy w styczniu (poza tym ja np. po spektaklu jestem w innym wymiarze i nie mam głowy do zwiedzania czegokolwiek rotfl.gif ), ale reszta mogłaby sobie zostać.

To chyba tyle, chętni mogą się zgłaszać w temacie albo na pw. Zalecane jest szybkie decydowanie się, bo na początku kwietnia chcemy zamawiać bilety.
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13508 · Odpowiedzi: 30 · Wyświetleń: 31988

Doreen Napisane: 16-03-2008, 12:05


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Jej, jaki ten film był genialny. chytry.gif

W sumie o klimat to się najmniej bałam i rzeczywiście, nie było o co - od pierwszych chwil czołówki (którą radośnie przechichotałam biggrin.gif) było wiadomo, że to będzie TO. Jeśli chodzi o głosy - jak się słucha soundtracku, to nie powalają specjalnie (szczególnie, jak ma się porównanie do wersji scenicznej) ale na ekranie wszystko było po prostu cudnie zgrane. Depp mnie bardzo pozytywnie zaskoczył pod względem wokalnym, wielkich możliwości głosowych to on nie ma i tego się nie przeskoczy, ale nadrabiał z nawiązką interpretacją. Helena też. Rickman ze śpiewem to sobie radzi mocno średnio, ale dali mu "scenę mówioną" w bibliotece i wszyscy byli szczęśliwi (a przynajmniej wszystkie. No, ja w każdym razie byłam tongue.gif) Za to tym małym, który grał Toby'iego ktoś powinien się natychmiast zająć, bo to przecież diament nieoszlifowany. Jego wersja "Not while I'm around" to chyba najlepsza piosenka z całego soundtracku.

Poza tym scenografia, kostiumy (ja chcę sukienki pani Lovitt), aranżacje: jak usłyszałam w czołówce motyw z "The ballad of Sweeney Todd" wbijający w fotel tak jak Uwertura w Upiorze to nawet im wybaczyłam wycięcie z tego chóru. No i brzytwy, brzytwy były taaaaakie śliiiiiiczne... "My friends" to chyba najlepsza scena Deppa. Jak on myział te brzytwy i patrzył na nie rozmarzonym wzrokiem...

Serio, trudno mi teraz znaleźć i wytknąć jakieś rażące wady. Może to, że skrócili "A little priest" i w rezultacie kilka linijek cudnie czarno-humorzastego tekstu się nie pojawiło. No i na samym początku, kiedy pokazują statek i Anthony'ego to pomyślałam "A co to za dziewczyna?". Antoś był jakiś wyjątkowo kobiecy i "śliczny", bardziej niż Johanna w sumie. Ale sprawił, że polubiłam piosenkę "Johanna", która mnie do tej pory strasznie nudziła, więc mu wybaczam krzywy.gif
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13491 · Odpowiedzi: 16 · Wyświetleń: 13670

Doreen Napisane: 13-03-2008, 22:37


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Uwaga, będę bluzgać.

No, nie dosłownie, ale będzie bardzo niepochlebnie.

Ja się naprawdę starałam myśleć optymistycznie. Dostrzegać pozytywy. I w ogóle. Ale potem zobaczyłam te zdjęcia:
Załączony obrazek Załączony obrazek
i przeczytałam pewien tekst i się we mnie zagotowało.

Wiemy już, co znaczy "robimy wersję non replica". Znaczy "zżynamy wszystko z filmu".

Tak, kostiumy w filmowej Maskaradzie były śliczne. Tak, te na zdjęciu też są. Nie, żadne nie pasują do tej sceny. "Oh, mamy piosenkę z tekstem: "Every face a different shade! (...) Grinning yellows, spinning reds (...) Flash of mauve, splash of puce (...)", jakie by tu do niej dać kostiumy... już wiem, czarno-białe!" -_-

Poza tym wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że to wdzianko z pirackim kapeluszem jednego z Upiorów to kostium Czerwonej Śmierci. Imponujące, nie? A jak do nazwy pasuje... kwasny.gif

Miałam tego wszystkiego nie pisać, bo stwierdziłam, że to w końcu tylko jedno zdjęcie. Jedna scena. Może tylko tak się tutaj wzorowali. A dziś buszuję w sieci i znajduję to:
Załączony obrazek Tej sceny nie ma w spektaklu. Jest żywcem wyjęta z filmu.

Jeśli ktoś miałby jeszcze jakieś wątpliwości, to śpieszę je rozwiać. Otóż w Tomie Kultury, takiej darmowej gazetce promocyjnej empiku, jest na drugiej stronie tekst o Upiorze.

W którym to tekście możemy przeczytać np. wypowiedź Damiana Aleksandra:
CYTAT
"Najczęściej obsadza się w tytułowej roli aktorów dramatycznych, gdyż wymaga ona dużego doświadczenia aktorskiego. (...) Jest to wysoka poprzeczka, bardzo łatwo przekroczyć granicę i zagrać to w stylu przerysowanej kreskówki, czyli tak, jak grano to w latach 80. My raczej chcemy być bliżsi prawdy związanej z filmem, który dał "Upiorowi..." świeżość remake'u i prawdopodobieństwo, stając się historią żywego człowieka, który z powodu swojej szpetoty nienawidzi ludzi, a jednocześnie ich kocha. Mówimy oczywiście o musicalu z 2004."


i Wojciecha Kępczyńskiego:
CYTAT
Na szczęście nie musieliśmy korzystać z oryginalnej wersji inscenizacji, która powstała ponad 20 lat temu u do tej pory jest grana w wielu teatrach na świecie.


<hamować, hamować, będę się hamować...>

Widzicie, jakie nas niebywałe szczęście spotyka? Uchroniliśmy się od tandetnej, przerysowanej kreskówki. Będziemy bliżsi prawdy. Będziemy mieć historię żywego, oszpeconego geniusza, który kocha i nienawidzi, nie to, co w tej kiczowatej wersji scenicznej, która jest sztywna, przestarzała, passe i w ogóle nie wiadomo o czym. NA SZCZĘŚCIE nie będziemy zmuszani do oglądania oryginalnej wersji, którą - o zgrozo! - do dziś grają w wielu teatrach i w której zakochały się te miliony widzów pozbawionych dobrego gustu i smaku. O nie, my będziemy mieć powiew świeżości i remake'u i Upiora z lekkim oparzeniem na lewym policzku paradującego w seksownych wdziankach. Cieszcie się i radujcie.

Ja w każdym razie oficjalnie straciłam zainteresowanie tą produkcją (i przy okazji sporo szacunku dla panów DA i WK. Ja rozumiem, że komuś sie może bardziej podobać wersja filmowa od scenicznej, naprawdę rozumiem, ale wypowiadanie się w takim tonie -delikatnie mówiąc - nie najlepiej o nich świadczy.)
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13468 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 5-03-2008, 18:04


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Wybaczcie ignorancję, ale kto jest Upiorem na tych nagraniach na stronce Pawłowskiego? Ktokolwiek by to nie był, to z całym szacunkiem ale... nie. Po prostu nie. Jeśli moją pierwszą myślą po odsłuchaniu po kolei "Upiora opery" i "O tyle proszę cię" jest: "błagam, niech Raoul z Upiorem zamienią się miejscami" (i to nie dlatego, że AŻ TAK podoba mi się Raoul tylko... no właśnie), to coś tu jest chyba nie tak.


Zrobiłam mały rekonesans kto co śpiewa:
Upiór opery - Damian Aleksander i Paulina Janczak
O tyle proszę - Marcin Mroziński i Edyta Krzemień
Noc muzykę gra - Łukasz Zagrobelny

Czyli już wiem, że to pan DA mi się tak strasznie, strasznie, straaaasznie nie podoba. A pan ŁZ to mógł był łaskawie tę piosenkę zaśpiewać, a nie wyszeptomelorecytować ze śpiewanymi wstawkami. kwasny.gif
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13416 · Odpowiedzi: 502 · Wyświetleń: 160995

Doreen Napisane: 1-03-2008, 19:06


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


Jako że:
a) żal mi patrzeć na ten temat na drugiej stronie
b) lubię się dzielić moimi obsesjami
c) widzę, że lubią tu i znają pana B.
pobawię się w nekromancję i ożywię temat paroma perełkami:

Krolocze kawałki by Thomas Borchert:
http://youtube.com/watch?v=saRgKtaihXg Gott is Tot
http://youtube.com/watch?v=2Ku96wNtOEs Totale Finsternis
http://youtube.com/watch?v=OipUtPXNm9U Einladung zum Ball
http://youtube.com/watch?v=GLeGjx1ElL4 Vor dem Schloss (Wielbię ten filmik miłością szczerą i płomienną sesese.gif)
http://youtube.com/watch?v=U_yeo2cNF1A Die Rote Stiefel
http://youtube.com/watch?v=FWsGKjZprcs Sie Irren, Professor
http://youtube.com/watch?v=fC72WTJ_Ius&feature=related Die Unstillbare Gier
http://youtube.com/watch?v=Xn_GL3KzDb4&feature=related kawałek (niestety tylko kawałek) Tanzsaal

A w tym roku w Berlinie szło mu jeszcze lepiej krzywy.gif

  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13394 · Odpowiedzi: 670 · Wyświetleń: 214713

Doreen Napisane: 1-03-2008, 18:50


Bywalec
**

Grupa: Użytkownik
Postów: 36
Dołączył: 29-07-2007
Nr użytkownika: 2416


http://theatre-musical.com/elisabeth/english1.html - tutaj trochę ich jest, nie wiem na ile są dosłowne, a na ile to wariacje na temat. W dwóch przypadkach to jest na pewno robione "pod melodię":

a) przy pierwszym tłumaczeniu Ich gehor nur mir, tym z
"I will not give up my own self
Just to be with you"
Na płytce z koncertu śpiewa to po angielsku właśnie Pia.

b) przy tłumaczeniu Die Schatten Werden Langer z
"Now it is the right location,
for a private conversation."
To jest na jakiejśtam płytce jakiegośtam angielskiego wykonawcy w tej wersji właśnie. BTW, kiepskie to dosyć - i wokalnie i tekstowo...

A tutaj drugie źródło: http://www.geocities.com/meadowlarque/sisi/songs.html
  Forum: Musicale · Podgląd postu: #13392 · Odpowiedzi: 30 · Wyświetleń: 31988

2 Strony  1 2 >

New Posts  Nowe odpowiedzi
No New Posts  Brak nowych odpowiedzi
Hot topic  Gorący temat (Nowe odpowiedzi)
No new  Gorący temat (Brak nowych odpowiedzi)
Poll  Sonda (Nowe odpowiedzi)
No new votes  Sonda (Brak nowych odpowiedzi)
Closed  Zamknięty temat
Moved  Przeniesiony temat
 

Wersja Lo-Fi Obecna data i czas: 20-09-2018, 00:20